marudnik
czyli
zarozumiały blog marudy...
2020-11-04
Dzień -326, środa
Dzisiaj wycieczka na górkę Cisowską, podbiegi. Niestety zaczęło wiać i to dość mocno. Zanim dobiegłem na górę w Cisowie byłem już zmęczony. Chwilami wiatr przesuwał mną po chodniku. Po cichu liczyłem na to, że drzewa i krzaki jakie rosną wzdłuż podbiegu trochę mnie od wiatru osłonią. Przeliczyłem się... Po pierwszym podbiegu miałem wrażenie, że biegłem wolniej niż na rozbieganiu. Wiatr wiał silniej niż ja się odbijałem od asfaltu. Nawet zastanawiałem się czy te podbiegi w tych warunkach mają sens. Tak było do 6 podbiegu, na którym coś drgnęło. Nie wiem czy to wiatr lekko zmienił kierunek czy też udało mi się lepiej ustawiać ciało do wiatru. Faktem jest, że tempo było lepsze i czułem się lżej. Na każdym kolejnym podbiegu urywałem po sekundzie na czasie, a na ostatnim nawet 3. To dało mi satysfakcję i zadowolenie głównie z tego, że nie zrezygnowałem i zaliczyłem wszystkie zaplanowane podbiegi. Po podbiegach jeszcze trochę się pomęczyłem biegnąc pod wiatr do domu. Liczę na to, że jutro będzie trochę słabiej wiać, mam do zaliczenia żwawą dyszkę i wolałbym nie walczyć z wiatrem.
2020-11-03
Dzień -327, wtorek
Spokojne rozbieganie wieczorem. Pogoda idealna, około 9 stopni, prawie bez wiatru i sucho. Odczucia ciągle takie same. Początek sztywny, ciężkawy i później z czasem wraca luz i przyjemność z biegu. 12km szybko minęło.
2020-11-02
Dzień -328, poniedziałek
Niestety na zawodach już w tym sezonie o życiówkę na 10km nie powalczę... W obecnej sytuacji nie da się zorganizować biegu 21 listopada. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie zakończyć sezonu i nie wykorzystać tego okresu na roztrenowanie. Jednak szkoda mi trochę wybieganych już km i skończę przygotowania do 10km na 21 listopada. Jeżeli będzie możliwość biegania na zewnątrz może spróbuję pobiec tą dyszkę sam.
2020-11-01
Dzień -329, niedziela
Przed wyjściem cieszyłem się że nie będę musiał daleko biegać. Miałem zrobić 3km rozbiegania i później czterysetki na bieżni. Dopiero po wszystkim dotarło do mnie, że ten trening będzie mocno męczący. Już po 3 czterysetce miałem dość... a w sumie miałem zrobić ich 16. Nie odpuściłem, przetrzymałem słaby moment i zrobiłem całość. Nawet prawie się w założeniach połapałem, a niektóre powtórzenia udało się przebiec szybciej. Zmęczył mnie ten trening, nawet bardzo ale na końcu byłem zadowolony. Głównie dlatego, że nie odpuściłem i że udało się kilka razy w naprawdę fajnym tempie 400m przebiec.
2020-10-31
Dzień -330, sobota
Ostatni dzień miesiąca z dość spokojnym treningiem. 8km spokojnego biegu plus 10x (skip A + 100m podbiegu). Oczywiście pobiegłem na pętelki. Przyjemnie się biegło chociaż znowu potrzebowałem kilku km żeby ciało się wyluzowało. Ósemka szybko minęła i liczyłem na to że skipy z podbiegami też lekko wejdą. Niestety się przeliczyłem. Skipy jeszcze były ok. Za to na podbiegach bardzo się męczyłem, nie miałem siły. Szczególnie pierwsze 3 słabo wyszły. Kolejne były już trochę lepsze, noga zaczęła dalej sięgać i nie męczyłem się tak bardzo. Na koniec jeszcze 2km schłodzenia na dobiegu do domu. To miał być niezbyt męczący trening, a wieczorem czułem się jakbym ciężkie zawody zaliczył. Chyba miałem słabszy dzień... Miesiąc zamknięty z 234 kilometrami. Nie za wiele, roztrenowanie coraz bliżej...
2020-10-30
Dzień -331, piątek
Pogoda niewiele lepsza niż wczoraj. Pierwszy raz wciągnąłem na siebie długie spodnie. Na początku lekko po wiatr. Chciałem zacząć spokojnie w granicach 4:35 - 4:40 i później podkręcić w granicach 4:15 - 4:20. Pierwszy wyszedł jednak trochę szybciej 4:29. Kolejne już zgodnie z założeniami. GPS trochę się gubił na odcinku parkowym przy kanale, zarówno w jedną jaki i w drugą stroną dziwne czasy pokazywał. Pierwsza część treningu pomimo tego że bez problemu łapałem się w założeniach była dość sztywna. Nie mogłem złapać luzu. W drugiej połowie było już znacznie lepiej. Ciało chwilami przyjemnie łapało rytm i lekkość biegu. Całość (14km) skończyłem ze średnim tempem 4:16. Może być.
2020-10-29
Dzień -332, czwartek
Przegrałem z pogodą... Chyba pierwszy raz w tym roku. Lało, wiało i było zimno. Do tego chyba od klimatyzacji głos trochę straciłem. Miałem zrobić 14km steady, w tych okolicznościach wolałem to jednak przełożyć na następny dzień. Piątek miał być wolny, będzie biegany.
2020-10-28
Dzień -333, środa
W końcu coś dłuższego. 12km plus 10x100. Znowu pobiegałem na swoich pętelkach. 12km szybko minęło, chociaż chyba trzeba będzie już powoli długie spodnie z szafki wyciągać. Co prawda nogi jeszcze nie marzną ale ręce już kostnieją. Dziesięć setek na końcu weszło równie miło jak wcześniejsze 12km. Muszę chyba je mocniej biegać, za dużo energii mi na końcu zostaje.
2020-10-27
Dzień -334, wtorek
Znowu wolny dzień. Prawdopodobieństwo powalczenia o życiówkę na 10km na Marchewkowym maleje coraz bardziej. Co prawda ciągle mamy nadzieję, że jednak bieg uda się zorganizować ale COVID nie daje za wygraną...
2020-10-26
Dzień -335, poniedziałek
Po połówce ani śladu. Nic nie boli, nic nie ciągnie. Zero strat. Ochota do biegania duża. Wyszedłem na spokojne 8km. Było miło i przyjemnie. Chociaż po kilku minutach świeżość się skończyła i nogi przypomniały mi że w weekend szybką połówkę zaliczyły.
2020-10-25
Dzień -336, niedziela
Trzecia, ostatnia pętla. Będzie dobrze. Co prawda tempo trochę spadło ale średnie 4:00 z całości powinno wyjść. Przed wbiegnięciem na stadion słyszę jak ktoś mnie dogania. Ciężko i głośno oddycha. Plan jest prosty, lekko przyspieszyć żeby go zmęczyć i jak już będzie za plecami mocno docisnąć. Wyszło idealnie. 300 metrów przed metą był już tylko około 2m za mną. Przyspieszyłem mocno i po chwili słyszałem jak przeciwnik nie daje rady trzymać kroku. Dobiegłem sam z czasem 1:24:27. Później okazało się, że to mój najlepszy czas na tej imprezie. A miało być tak słabo... Czasami może lepiej się nie spinać na wynik tylko pobiec na luzie :) Jak widać może z tego wyjść całkiem dobry wynik.
2020-10-24
Dzień -337, sobota
Całkiem spokojny dzień. Praktycznie zero stresu, jakbym miał na spacer wyjść, a nie na zawody jechać. Start o 23:00. Wyjazd o 21:40. Trasa do Koszalina pusta, trochę jak z filmu katastroficznego o wymarłym świecie... Na miejscu też luz, nie ma tłoku. Warunki idealne, bez wiatru, bez deszczu, temperatura około 12 stopni... Ideał. Start w reżimie COVID-owym czyli maseczki, odstępy itp... 3 pętle po 7km. Godzina 23:04 strzał startera. Matko i córko jak mi się lekko biegnie, nogi jak piórka, a tempo 3:40. Jakim cudem... przecież tydzień temu ciężko mi było po 4:00 lecieć. Zwolniłem, pierwsza pętla około 27:15. Na drugiej trochę mnie jednak wcześniejsze tempo usztywnia. Mimo to średnie cały czas w granicach 4:00. Świetnie się biegnie i nawet po 12km udaje mi się żel w siebie wcisnąć.
2020-10-23
Dzień -338, piątek
Znowu nic ale jutro połówka więc chyba dobrze. Może wróci odrobina świeżości i jakoś w miarę swobodnie da się ją zaliczyć.
2020-10-22
Dzień -339, czwartek
Powtórka z wtorku. Ta sama trasa, ten sam dystans, te same założenia. Bardzo podobne odczucia. Prawie identyczny wynik, no dobra dzisiaj nieznacznie lepiej. Zegarek jednak stwierdził że próg mleczanowy poleciał w dół... Tym razem to nawet mnie tym rozśmieszył. Jutro wolne i w sobotę start na połówce. Jak tak dalej pójdzie to mogą być ostatnie zawody w tym sezonie i chyba znowu tylko bieżnia elektryczna zostanie. Wielkich planów na ten start nie mam. Przebiec, zaliczyć. Może dobrze byłoby żeby nie był to najgorszy czas na tych zawodach.
2020-10-21
Dzień -340, środa
Nic, kompletnie nic... Zero... Taki dzień. Czasami tak trzeba.
2020-10-20
Dzień -341, wtorek
Znowu na swoich starych pętelkach. Krótko ale przyjemnie. Bez kontroli tętna, tempa, czasu... Bieg na samopoczucie. Początek trochę sztywny, później jakby coś przeskoczyło, zatrybiło i nawet podbieg był lekki. Nogi może jeszcze trochę ciężkie i bez świeżości ale na pewno to było przyjemniejsze bieganie niż to z niedzieli. Stan treningu: Efektywny - tydzień temu też tak wyszło. Ciekawe czy tym razem ten stan potrwa dłużej.
2020-10-19
Dzień -342, poniedziałek
Dzisiaj core i do tego trochę rozciągania tylnej taśmy. Przyjemnie jest móc położyć dłonie na podłodze przy wyprostowanych nogach. Tu chyba poprawiłem się najbardziej. Pamiętam jeszcze jak przy skłonie ból powodowało sięgnięcie dłońmi do połowy łydki...
2020-10-18
Dzień -343, niedziela
Wiało, mocno wiało, do tego zjadłem duży obiad, który nie był w planie ale nie było wyjścia. Mimo to liczyłem na to że założenia zrealizuję. Nawet pierwsze kilometry rozbiegania pod wiatr mojej wiary za bardzo nie pomniejszyły. Pierwszy odcinek wytrzymałości tempowej jednak przestrzeliłem... Początek jeszcze udawało się trzymać tempo w założonym zakresie ale ostatni odcinek z dobiegiem do plaży mnie zniszczył. Tempo spadło, skończyłem ze średnim tempem o 1,6 sekundy wolniej niż zakładałem. To niby tylko 1,6 sekundy ale miało być znacznie łatwiej i nie spodziewałem się na tym etapie problemów. Ok, kilka minut truchtu i zaczynam drugi odcinek. Znowu ciężko, nogi jakieś sztywne, wiatr mną poniewiera, no nic nie idzie. Mijam jakiś nastolatków, mają niezły ubaw komentując moje wysiłki... Ten odcinek też poniżej zakładanego tempa i bardzo podobnie jak pierwszy o 1,2 sekundy wolniej. Zmęczenie jeszcze większe. Przede mną jeszcze dwa krótsze odcinki po 1000m. Tu ma być ogień. Tzn miał być bo zapalił się ledwo płomyk. Oba odcinki wolniej od zakładanego minimum o 5,4 i 6,3 sekundy... Zamiast sprintu było człapanie, nie potrafiłem się rozpędzić. Na koniec swobodne rozbieganie akurat na powrót do domu. To miał być trening, który miał mi podnieść morale. Wierzyłem że będzie dobrze, że będzie ciężko ale połapię zakładane tempa, tymczasem klapa. Albo już za stary jestem albo po prostu ten sezon słabo przepracowałem...
2020-10-17
Dzień -344, sobota
Jest! Nowy rekord Polski w półmaratonie - 1:01:32! Tak to ciągle daleko od czołówki światowej ale w końcu coś drgnęło. Poprzedni rekord miał już 20 lat! Teraz trzeba poczekać półtora miesiąca, 6 grudnia okaże się czy w maratonie będzie równie dobrze. Panie dzisiaj też miały świetny dzień. Wszystkie z PB na mecie i piękne 7 miejsce drużynowo. Bardzo dobre zawody w wykonaniu naszych zawodniczek i zawodników. Tylko ta transmisja... To było trochę żenujące, a na pewno irytujące w trakcie oglądania. Dobrze, że te uczucia zostały stłumione dobrymi biegami naszych. Wieczorem jeszcze sam zaliczyłem trening z podbiegami. Zaliczyłem nawet swoje dwie stare pętelki. Nic nie bolało, podbiegi wszystkie ze śródstopia, tempo może nie najlepsze ale samopoczucie bardzo dobre. Zegarek już standardowo podsumował moje wysiłki jako bezproduktywne i ogólnie do niczego ale do tego już przywykłem i przestałem się przejmować. Robię dalej swoje.
2020-10-16
Dzień -345, piątek
Jutro Mistrzostwa Świata w Gdyni. Bardziej od tego kto je wygra ciekawi mnie czy uda się poprawić rekord Polski. Trzymam kciuki za naszych. Jeden na pewno ma szansę. Będzie co oglądać po śniadaniu.
2020-10-15
Dzień -346, czwartek
Sztorm. Liczyłem na to że się wczoraj wywieje i dzisiaj już odpuści... ale nie. Na szczęście chociaż padać przestało. Wyszedłem późno, prawie bez rozgrzewki... Początek całkiem przyjemny, później jednak umierałem. Bluzgałem w myślach, prawie kończyłem z bieganiem. Na kolejnych kilometrach udało się jednak pozbierać. Złapałem tempo i drugą część treningu skończyłem ze średnim tempem tylko sekundę gorszym od zakładanego. Trzecia miała być jeszcze szybsza... Byłem pewien że polegnę, tymczasem udało się zmusić ciało do jeszcze szybszego biegu. Tempo utrzymane, nawet bieg jakby przyjemniejszy niż podczas drugiej części. Jeszcze tylko schłodzenie w spokojnym biegu do domu i znowu modlitwa do zegareczka. Niczym mnie dzisiaj nie zaskoczył... Po raz kolejny potwierdził że forma to może i była ale dawno temu...
2020-10-14
Dzień -347, środa
Odpocząłem. Za oknem wieje, leje, a i tak chętnie wyszedłbym pobiegać. Co zrobić jak trener zarządził dzień bez biegania...
2020-10-13
Dzień -348, wtorek
Męczy mnie to podwyższone tętno dlatego dzisiaj pobiegłem na samopoczucie, nie zwracając zbytnio uwagi na to co zegarek dyktował. To był chyba strzał w dziesiątkę. Dawno nie zaliczyłem tak przyjemnego biegania. Nogi przyjemnie rwały do przodu i nie męczyły się nawet pod wiatr na podbiegu. Nic nie bolało, nic nie przeszkadzało, warunki prawie idealne. Być może to efekt niedzielnych tysiączków, które odmuliły organizm po maratonie. Tak czy inaczej zegarek w końcu zmienił stan treningu na: Efektywny. Teraz trzeba tą tendencję utrzymać i może jeszcze coś w tym sezonie uda się nabiegać.
2020-10-12
Dzień -349, poniedziałek
Wydawało mi się że w ubiegłym roku dużo większy kilometraż robiłem... Wygląda na to, że tylko mi się wydawało. Podliczyłem pierwsze dziewięć miesięcy w 2019 i 2020. Różnica to tylko 11km na korzyść roku 2019 ale jak doliczyć do tego pierwsze 10 dni października to przewaga się odwraca dokładnie o 11km w drugą stronę. Wniosek? Trzeba mniej liczyć statystyki i bardziej się na treningach skupić.
2020-10-11
Dzień -350, niedziela
Tysiączki. Lubię taki trening. Można szybko pobiegać i mimo większej ilości km, czas szybko leci. Bardzo mi to dzisiaj pasowało bo czasu miałem mało. Tysiączki wyszły całkiem dobrze chociaż w trakcie biegu wiele razy myślałem że padnę i nic z tego nie wyjdzie. Gorzej było z przerwami, w których też miałem trzymać określone tempo. Nie mogłem się zmusić żeby pobiec je w miarę żwawo i większość z nich wyszła za wolno. Oczywiście na koniec znowu modlitwa do zegareczka, a on znowu swoje... Trening ponad siły, bezproduktywny i pułap tlenowy z tendencją spadkową. Wkurza mnie zegareczek coraz bardziej, chyba się zepsuł. Na pocieszenie wypluł informację, że próg mleczanowy drgnął w górę.
2020-10-10
Dzień -351, sobota
Dzisiaj w planie skip A połączony z podbiegami. Na rozgrzewce czułem się świetnie. Ciało gibkie, rozciągnięte, duży zakres ruchów. Trening dopiero przed godz. 20 więc na słońce nie było co liczyć ale powietrze było przyjemnie rześkie i wiatr nie przeszkadzał. Ośmiokilometrowe rozbieganie weszło bardzo przyjemnie. W końcu trochę radości z biegania. Skipy i podbiegi, wychodzą całkiem dobrze, nogi są lekkie, łydka nie dokucza. Euforia rośnie... Jeszcze tylko na koniec dobieg do domu w ramach schłodzenia i po treningu. Jestem naprawdę zadowolony. No dobra... Zegareczku, zegareczku powiedz teraz jak mi poszło... I po euforii... Próg mleczanowy w dół... Jedyne pocieszenie że pułap tlenowy przestał spadać. Co zrobić... Jutro też jest dzień i jutro mam tysiączki. Zawsze je lubiłem, teraz mam obawy...
2020-10-09
Dzień -352, piątek
Jedno wielkie nic... Regeneracja i praca cały dzień...
2020-10-08
Dzień -353, czwartek
Od samego rana jakoś sennie i nerwowo było... Do tego wieczorem miało padać. W planie miałem 12km rozbiegania i na koniec 8x200/200. To wszystko jednak było mniej ważne, najważniejsza była prawa łydka i pytanie czy w końcu pozwoli biegać. I nie odzywała się aż do 7km. Na 12km już nie pozwalała o sobie zapomnieć. Rytmy zacząłem spokojnie i raczej z myślą, że nie zaliczę wszystkich. Pierwsze naprawdę sprawiały wrażenie człapania ale łydka jakby ożyła i pozwalała biec. Zaliczyłem wszystkie 8. Nawet udało się w tempie narastającym. Byłem zadowolony. Później jednak dotarło do mnie, że nawet najlepsze tempo jakie złapałem na 200m było wolniejsze od średniego tempa jakie wczoraj osiągnął rekordzista na 10000m. Trochę przygnębiające. Jeszcze gorzej było jak sprawdziłem trening w aplikacji. Wynik: bezproduktywny i pułap tlenowy dalej z tendencją spadkową. Przecież było tak dobrze... Na koniec jeszcze okazało się, że pomyliłem tempa. Miałem zrobić 12km steady, a zrobiłem 12km BC1...
2020-10-07
Dzień -354, środa
Znowu dzień regeneracji... Do startu jeszcze 354 dni ale męczą mnie dni wolne od biegania. Najchętniej biegałbym codziennie, chociaż wiem, że to nie jet dobra droga. W Walencji właśnie próbują atakować rekord kobiet na 5000m i zaraz będzie próba ataku na rekord mężczyzn na 10000m. Cyborgi...
2020-10-06
Dzień -355, wtorek
Liczyłem na lepszy efekt wczorajszego rolowania łydki. Tymczasem nie dość, że rano jeszcze trochę odczuwałem w niej zmęczenie po rolce, to wieczorem na spokojnej 10 znowu się spinała. Może już nie tak bardzo jak w niedzielę ale jednak nie dawała o sobie zapomnieć. Pobiegłem naprawdę spokojnie, bez kontroli tętna i tempa. Pilnowałem tylko tego żeby jej nie przeciążać. Strasznie to frustrujące... Miało być coraz lepiej... Wróciłem na starą trasę na 2,5km pętelkach z podbiegiem. Kiedyś zrobiłem na nich naprawdę dobrą formę. Może teraz też pętelki z podbiegiem zrobią mi dobrze... Muszę być cierpliwy, to musi z czasem zaskoczyć.
2020-10-05
Dzień -356, poniedziałek
Dzisiaj regeneracja. Dzień bez biegania. Coś o czym zaczynając biegać nie miałem pojęcia. Ciężko to na początku zrozumieć... Żeby biegać więcej musisz biegać mniej, żeby biegać szybciej musisz biegać wolniej. W tych metodach jest jednak siła. Dzisiaj bez biegania ale nie bez bólu. Było trochę wzmacniania core i trochę mniej przyjemnego rolowania. Trzeba dbać o łydkę żeby szybciej do formy wróciła. Jutro spokojna 10 i mam nadzieję, że łydka już nie będzie się odzywać.
2020-10-04
Dzień -357, niedziela
Jeszcze rano zastanawiałem się czy nie przełożyć tego na jutro. Bałem się o łydkę, wczoraj dała mi popalić. Przeczekałem do godz. 17, przestało padać i poszedłem spróbować. 16km BNP. Wróciłem zadowolony, byłem pewien że dobrze wyszło... Tempo na kolejnych km rosło zgodnie z założeniami. Po powrocie stretching, łydka daje się rozciągnąć. Sprawdzam zegarek... Stan treningu: bezproduktywne. Pułap tlenowy w dół: 58. Cały optymizm znikł. Nie wiem co się dzieje, forma leci w dół... Trzeba robić swoje, kiedyś musi się odbić w górę.
2020-10-03
Dzień -358, sobota
Najchętniej już dzisiaj stanąłbym na starcie maratonu... Trzeba jednak rok poczekać. Dzisiaj spokojna dyszka. Początek bardzo lekki. Niestety po pierwszym km znowu spina mi prawą łydkę. Co jest? Było już ok, tymczasem znowu jest gorzej. Nie tak miało być. Przecież na jutro już mam zaplanowane 16km w narastającym. 10 wyszła ze średnim 4:40, niby OK, tylko to tętno znowu takie wysokie. Trzeba się uspokoić, starto dopiero za rok... Niech tylko do jutra łydka puści...
2020-10-02
Dzień -359, piątek
Waga rośnie. Staram się nie myśleć o czasie z Warszawy ale wkurza mnie coraz bardziej... Jak mogłem tak to spartolić. Łydka już prawie puściła. Biegać mi się chce. Dobrze że jutro już 10 w planie. Pomysłów na to jak się przez ten rok przygotować też coraz więcej. Najgorsze jest to, że dopiero za rok będzie można ten czas spróbować poprawić.
2020-10-01
Dzień -360, czwartek
Minęły 4 dni od maratonu. Prawa łydka jeszcze trochę ciągnie. Wnioski z nieudanej próby złamania 2 godzin i 50 minut wyciągnięte. Za dużo w tym starcie było strefy komfortu i za mało walki o spełnienie marzeń, za mało wiary w sukces. To jednak już zakończona próba, następna za rok - 26 września 2021. Dzisiaj był pierwszy dzień przygotowania do trzeciej próby #break170
8 km spokojnego biegu. Słabo to wyszło, ciężko się czułem, sztywna łydka nie pozwalała lekko biec. VO2 spadło aż do 59. Nic dziwnego skoro przy średnim tempie 4:46 tętno miałem aż 146. Normalnie dno, będzie się od czego odbijać... To jeszcze nie jest roztrenowanie. W tym roku jeszcze dwa starty. Nocna Ściema za miesiąc i Marchewkowy za dwa miesiące. Na Marchewkowym jest szansa powalczyć o nową życiówkę na 10km. Później roztrenowanie i nowy sezon.